Obserwatorzy

sobota, 26 lipca 2014

Trzy ulubione mydełka do pielęgnacji twarzy cery tłustej, mieszanej z tendencją do zaskórników - Wardi Shan, Aleppo i Czarne Mydło.




Ostatnio dość długo nic nie pisałam o produktach pielęgnacyjnych, a ponieważ w pielęgnacji mojej twarzy dość sporo się zmieniło, pomyślałam że podzielę się tym z Wami :)

W dzisiejszym poście przedstawię Wam produkty jakich używam od przeszło 3 miesięcy i które muszę przyznać bardzo korzystnie wpłynęły na moją mieszaną cerę, choć czasami głęboko się zastanawiam czy nie przeszła ona przypadkiem w stadium cery tłustej :/
Ale ponieważ obie kategorie są do siebie dość zbliżone myślę, że dla posiadaczek obu cer ta notka może okazać się korzystna :)

Na początku może zacznę od tego jakimi "prawami" rządzi się moja skóra twarzy.
W okresie jesienno-zimowym powiedziałabym, że jest po prostu mieszana, wtedy głównie strefa T daje o sobie znać, a policzki pozostają w stanie normalnym, czasami w okresie grzewczym troszkę się przesuszają.
W tym czasie nie mam też większych problemów z wypryskami, pojedyncze zaskórniki, czasami jakaś większa niespodzianka, ale na prawdę nie jest źle.
Gorzej zaczyna się dziać wiosną kiedy robi się cieplej i gdy wszystko się "podgrzewa" pod makijażem ;)
Wtedy zwykle staram się przechodzić na minerały lub jak w tym roku na krem bb.
Masakra jednak dzieje się w lecie!
Wtedy nie jestem w stanie opanować co rusz wyskakujących niespodzianek, głównie są to "wodniaki" - zwykłam tak je nazywać :D Małe drobne pęcherzyki, wypełnione wodą jakbym chciała je wycisnąć.
Częściej robią mi się też takie podskórne "gule", pory twarzy stają się bardziej widoczne, w zasadzie cała twarz zaczyna mi się świecić, a podkłady płynne ważyć :(((

Dlatego też w tym roku postanowiłam coś z tym zrobić, aby znowu w okresie letnim uniknąć męki pańskiej!
Sporo się naczytałam na różnych blogach kosmetycznych, pielęgnacyjnych itp; zasięgnełam porad w aptekach i postanowiłam przerzucić się na mydełka.
Zwykle stosowałam żele do mycia twarzy i późnej jakiś krem nawilżający. Kiedy w okresie jesienno-zimowym skóra tolerowała taką pielęgnację, tak w okresie letnim niestety nie radziła sobie :( 

Grzebiąc w internecie natknęłam się na post Aliny Rose o mydełku na trądzik i zaskórniki - Wardi Shan.
Poczytałam sobie trochę o nim. I faktycznie mydełko cieszyło się dobrą opinią, wiele osób widziało znaczną poprawę skóry więc postanowiłam je wypróbować!
Tak się składa, że mydło dostępne jest w Mydlarni u Franciszka klik klik, których w Olsztynie mam dwie <3
Można je również zamówić ze strony internetowej mydlarni.




Skład mydełka macie powyżej na opakowaniu.
Mydło przychodzi w kartoniku i dodatkowo jest zafoliowane więc mamy tę pewność, że nikt go wcześniej nie macał, bo ja mam obsesję na tym punkcie ;)





Kostka jest 100g, mi osobiście starczyła na 2 msc codziennego użytkowania, 2 do 3x dziennie.
Zapach również przypadł mi do gustu, w porównaniu do obecnych mydełek, chyba Wardi Shan najprzyjemniej pachnie. Nie jest to oczywiście jakiś perfumowany zapach, ale taki naturalny, niegryzący, można się przyzwyczaić.


No i teraz działanie!

Nigdy wcześniej nie używałam mydła w kostce do mycia twarzy. Na początku po umyciu czułam duże ściągnięcie skóry więc obowiązkowo aplikowałam krem nawilżający Iwostin Sensitia, którego recenzję możecie przeczytać tutaj.
Przez pierwsze 2 tyg nie widziałam też specjalnej różnicy w kondycji cery, co raz nadal coś mi wyskakiwało, a po ok 3 tyg zaczął się horror!!!
To co do tej pory miałam uśpione pod skórą zaczęło wyłazić! Nie ogarniałam co się dzieje z moją twarzą, nie byłam też w stanie opanować wyprysków więc odwiedziłam dermatologa.
Babeczka przepisała mi maść z antybiotykiem, która miała ugasić ogniska zapalne, niestety nie odczułam po niej jakiegoś efektu wow! Po 2 tyg ją odstawiłam bo niemiłosiernie przesuszyła mi twarz!
A wypryski uważam że same się goiły bez większego wpływu tej maści.
W tym samym czasie cały czas używałam Wardi Shan, który odnoszę wrażenie ma właśnie takie działanie. Pobudza najpierw skórę do oczyszczania z tego "syfostwa", odblokowuje pory, a później ją reguluje. I tu zaczęłam dostrzegać pierwsze korzyści dla skóry, bowiem pierwszy raz od bardzo bardzo dawna moja cera nie była już ściągnięta! 
Nawet po bezpośrednim umyciu i osuszeniu twarzy niejednokrotnie nie czułam potrzeby aplikacji kremu czy przetarcia płynem micelarnym skóry dla wyrównania ph.
Oczywiście zaskórniki jakieś tam jeszcze mam, ale muszę przyznać że zdecydowanie mniej wyskakuje mi niespodzianek i co najważniejsze! w tym momencie nie pamiętam kiedy miałam "gulę podskórną", jeśli coś mi wyskakuje to zwykle ten "wodniak".

Mydełko mi się skończyło więc poszłam do mydlarni po kolejne i przy okazji porozmawiałam sobie z Panią obsługującą o innych mydłach. Owa Pani poleciła mi również Aleppo, nie zdecydowałam się na nie w mydlarni bo chciałam najpierw poczytać o nim, tak więc znowu przegrzebując internet postanowiłam je sobie sprawić!
Bardzo się ucieszyłam jak robiąc zakupy w TopDrogerii klik klik natknęłam się na to mydło i to na dodatek z czerwoną glinką! Bardzo chciałam wypróbować to mydło bo naczytałam się o nim wiele dobrego (mówię tu konkretnie o mydle z dodatkiem glinki).
Na dodatek mydełko było niemal 2x tańsze jak w mydlarni!!! A waga ta sama!
Aleppo 13,90 - Wardi Shan 34zł plus ewentualne koszty wysyłki.


W skład mydła Aleppo wchodzi w głównej mierze olej laurowy i oliwkowy, w zależności o typu cery dobieramy sobie odpowiednie stężenie oleju laurowego, może być od 5- do bodajże 50%, ale może również występować np z dodatkiem glinki, czarnuszki, błota.




Mydło jest dość grube więc można je sobie przekroić, ale kostka jest dość poręczna więc ja nie dzieliłam go.


Zapach dość specyficzny, Wardi Shan zdecydowanie miał przyjemniejszy i lepiej się pienił, ale do tego również można się przyzwyczaić.


A jakie korzyści?

Aleppo używam na przemian z czarnym mydłem, które też zakupiłam w TopDrogerii



Czarne mydło może zastąpić nam peeling enzymatyczny więc pozostawiamy go na 10 min na twarzy i później spłukujemy.


Mydło ma postać gęstej pasty:





Na początku sytuacja się powtórzyła i czułam ściągnięcie skóry po zmianie mydła, jednak trwało to zaledwie kilka dni. Obu mydeł (Aleppo i Czarne) używam od miesiąca i w tym momencie skóra wróciła do naturalnego ph, znowu nie odczuwam potrzeby aplikacji kremu czy przetarcia płynem. 
Oczywiście nie jest też tak, że odstawiłam krem w kąt, bo lubię używać kremy, delikatne, szybko się wchłaniające, ale czasami kiedy nie wychodzę z domu czy się nie maluję daję odpocząć skórze i nic w nią nie wklepuję.

Reasumując!

Muszę przyznać, że kondycja mojej skóry uległa bardzo dużej poprawie!
Wspominając zeszłoroczne wakacje i problemy skórne obecnie mam raj!
Sądzę, że Wardi Shan dał początek oczyszczaniu, które Aleppo i Czarne Mydło kontynuują.
 Zaskórników nowych chyba mi nie przybyło, co jakiś czas wyskakują wspomniane "wodniaki", ale jest ich zdecydowanie mniej, no i jak już mówiłam i mam nadzieję, że nie zapeszam! Wstrętnych i bolących "gul" dawno też nie miałam.
Skóra przetłuszcza mi się teraz głównie na brodzie i delikatnie w okolicach nosa, ale jedna bibułka absorbująca w ciągu dnia panuje nad sytuacją. Mogę sobie również pozwolić na cięższy podkład i nie robi już mi się "ciastolina" ;/
Pamiętajmy jednak, że każda skóra jest inna i działanie też może być różne. 
 Są to produkty oparte na w 100% na naturalnych składnikach tak więc jeżeli ktoś reaguje na skład tych mydeł należy być ostrożnym.

Wiem, że część z Was obawia się też zakupów przez internet, ale obie drogerie są przeze mnie sprawdzone i mogę je polecić. Jak wspomniałam Mydlarnia u Franciszka ma też sklepy stacjonarne więc możecie w pierwszej kolejności sprawdzić czy nie ma u Was w mieście.
Z TopDrogerii jestem bardzo zadowolona, przesyłka doszła bardzo szybko, produkty były dobrze zabezpieczone. Potrzebowałam też porady w wyborze produktu, gdzie otrzymałam fachową pomoc.
Jest też fajny system lojalnościowy z którego miałam okazję skorzystać.
Za każdą wydaną złotówkę zbieramy punkty, które później wymieniamy na produkty; za każde wydane 50zł wybieramy sobie darmową próbkę dowolnego produktu. Można zapisać się do newslettera, który upoważnia nas do 10% upustu, w moim przypadku pokrył on koszt dostawy, który swoją drogą też jest bardzo przystępny.
Jest też bardzo fajna opcja zakupu kart podarunkowych, które możemy sprawić komuś kiedy nie mamy pomysłu na prezent.

No!
To żem się rozpisała :D
Ufam, że choć część z Was dotrwała do końca ;)
Mam też nadzieję, że post komuś się przyda, kto boryka się z podobnym problemem, a nuż warto spróbować...

Pozdrawiam Was gorąco!

maya