Obserwatorzy

wtorek, 29 lipca 2014

Nowości od Flormar - wypiekane cienie, kohl i kolorowy makijaż.


Ostatnio w moje łapki wpadły kolejne cuda od FLORMAR <3
Z pewnością z czasem wszystko Wam zrecenzuję bo wśród tych produktów jest sporo nowości, o których chciałabym Wam napisać.
Tymczasem dziś przedstawię Wam cienie wypiekane, które są według mnie obłędne!
Niesamowity pigment, co bardzo mnie zdziwiło, bo zwykle cienie wypiekane trudniej się aplikuje aniżeli prasowane czy sypkie.
Piękna kolorowa mozaika, łącząca ze sobą kilka odcieni nadaje cudowny efekt, którego niestety nie byłam w stanie uchwycić na fotkach, ale musicie na słowo mi uwierzyć, że cienie niesamowicie opalizują!














Cienie są ogromne!!!
W pierwszej chwili jak je zobaczyłam to się zastanowiłam czy aby na pewno to cień, a nie róż czy bronzer?!
Mieszczą aż 6,5g produktu!














W swojej kolekcji mam niebieski odcień opalizujący na złote i srebrne drobinki:



oraz czekoladową czerń opalizującą na złoto:




Dodatkowo użyłam neonowych cieni, o których pisałam TUTAJ, w odcieniu fioletu i zieleni.




Tym razem jako bazy wzmacniającej cień i dla przyciemnienia kącika zew użyłam kohl'a:



Bardzo modny ostatnimi czasy kobaltowy odcień pięknie podbił błękit, dodatkowo wzmocniłam nim kącik zewnętrzny oka.



Twarz wykonturowałam na mokro kamuflażami Glazel Visage, tym razem jednak zdecydowałam się na odrobinę jaśniejszy brąz:



Użyte kosmetyki:



1. Cienie prasowane Flormar klik klik
2. Cienie wypiekane Flormar klik klik
3. Tusz do rzęs Flormar klik klik
4. Eyeliner Flormar klik klik
5. Kredka Ultra Flormar klik klik
6. Pomadki Flormar Revolution #14 i Long Wearing #37 klik
7. Kohl Flormar klik
8. Kamuflaże Glazel Visage- recenzja tutaj
9. Bronzer Lily Lolo - recenzja tutaj
10. Puder sypki Lily Lolo - recenzja niebawem
11. Rozświetlacz Mary Lou - recenzja tutaj
12. Baza pod cienie Hean
13. Brwi - eyeliner Vipera 03
14. Soczewki GeoOptica #N252 - recenzja tutaj


Jak Wam się podoba taka wersja kolorowego makijażu? ;)




buzia i do nast!

maya















sobota, 26 lipca 2014

Trzy ulubione mydełka do pielęgnacji twarzy cery tłustej, mieszanej z tendencją do zaskórników - Wardi Shan, Aleppo i Czarne Mydło.




Ostatnio dość długo nic nie pisałam o produktach pielęgnacyjnych, a ponieważ w pielęgnacji mojej twarzy dość sporo się zmieniło, pomyślałam że podzielę się tym z Wami :)

W dzisiejszym poście przedstawię Wam produkty jakich używam od przeszło 3 miesięcy i które muszę przyznać bardzo korzystnie wpłynęły na moją mieszaną cerę, choć czasami głęboko się zastanawiam czy nie przeszła ona przypadkiem w stadium cery tłustej :/
Ale ponieważ obie kategorie są do siebie dość zbliżone myślę, że dla posiadaczek obu cer ta notka może okazać się korzystna :)

Na początku może zacznę od tego jakimi "prawami" rządzi się moja skóra twarzy.
W okresie jesienno-zimowym powiedziałabym, że jest po prostu mieszana, wtedy głównie strefa T daje o sobie znać, a policzki pozostają w stanie normalnym, czasami w okresie grzewczym troszkę się przesuszają.
W tym czasie nie mam też większych problemów z wypryskami, pojedyncze zaskórniki, czasami jakaś większa niespodzianka, ale na prawdę nie jest źle.
Gorzej zaczyna się dziać wiosną kiedy robi się cieplej i gdy wszystko się "podgrzewa" pod makijażem ;)
Wtedy zwykle staram się przechodzić na minerały lub jak w tym roku na krem bb.
Masakra jednak dzieje się w lecie!
Wtedy nie jestem w stanie opanować co rusz wyskakujących niespodzianek, głównie są to "wodniaki" - zwykłam tak je nazywać :D Małe drobne pęcherzyki, wypełnione wodą jakbym chciała je wycisnąć.
Częściej robią mi się też takie podskórne "gule", pory twarzy stają się bardziej widoczne, w zasadzie cała twarz zaczyna mi się świecić, a podkłady płynne ważyć :(((

Dlatego też w tym roku postanowiłam coś z tym zrobić, aby znowu w okresie letnim uniknąć męki pańskiej!
Sporo się naczytałam na różnych blogach kosmetycznych, pielęgnacyjnych itp; zasięgnełam porad w aptekach i postanowiłam przerzucić się na mydełka.
Zwykle stosowałam żele do mycia twarzy i późnej jakiś krem nawilżający. Kiedy w okresie jesienno-zimowym skóra tolerowała taką pielęgnację, tak w okresie letnim niestety nie radziła sobie :( 

Grzebiąc w internecie natknęłam się na post Aliny Rose o mydełku na trądzik i zaskórniki - Wardi Shan.
Poczytałam sobie trochę o nim. I faktycznie mydełko cieszyło się dobrą opinią, wiele osób widziało znaczną poprawę skóry więc postanowiłam je wypróbować!
Tak się składa, że mydło dostępne jest w Mydlarni u Franciszka klik klik, których w Olsztynie mam dwie <3
Można je również zamówić ze strony internetowej mydlarni.




Skład mydełka macie powyżej na opakowaniu.
Mydło przychodzi w kartoniku i dodatkowo jest zafoliowane więc mamy tę pewność, że nikt go wcześniej nie macał, bo ja mam obsesję na tym punkcie ;)





Kostka jest 100g, mi osobiście starczyła na 2 msc codziennego użytkowania, 2 do 3x dziennie.
Zapach również przypadł mi do gustu, w porównaniu do obecnych mydełek, chyba Wardi Shan najprzyjemniej pachnie. Nie jest to oczywiście jakiś perfumowany zapach, ale taki naturalny, niegryzący, można się przyzwyczaić.


No i teraz działanie!

Nigdy wcześniej nie używałam mydła w kostce do mycia twarzy. Na początku po umyciu czułam duże ściągnięcie skóry więc obowiązkowo aplikowałam krem nawilżający Iwostin Sensitia, którego recenzję możecie przeczytać tutaj.
Przez pierwsze 2 tyg nie widziałam też specjalnej różnicy w kondycji cery, co raz nadal coś mi wyskakiwało, a po ok 3 tyg zaczął się horror!!!
To co do tej pory miałam uśpione pod skórą zaczęło wyłazić! Nie ogarniałam co się dzieje z moją twarzą, nie byłam też w stanie opanować wyprysków więc odwiedziłam dermatologa.
Babeczka przepisała mi maść z antybiotykiem, która miała ugasić ogniska zapalne, niestety nie odczułam po niej jakiegoś efektu wow! Po 2 tyg ją odstawiłam bo niemiłosiernie przesuszyła mi twarz!
A wypryski uważam że same się goiły bez większego wpływu tej maści.
W tym samym czasie cały czas używałam Wardi Shan, który odnoszę wrażenie ma właśnie takie działanie. Pobudza najpierw skórę do oczyszczania z tego "syfostwa", odblokowuje pory, a później ją reguluje. I tu zaczęłam dostrzegać pierwsze korzyści dla skóry, bowiem pierwszy raz od bardzo bardzo dawna moja cera nie była już ściągnięta! 
Nawet po bezpośrednim umyciu i osuszeniu twarzy niejednokrotnie nie czułam potrzeby aplikacji kremu czy przetarcia płynem micelarnym skóry dla wyrównania ph.
Oczywiście zaskórniki jakieś tam jeszcze mam, ale muszę przyznać że zdecydowanie mniej wyskakuje mi niespodzianek i co najważniejsze! w tym momencie nie pamiętam kiedy miałam "gulę podskórną", jeśli coś mi wyskakuje to zwykle ten "wodniak".

Mydełko mi się skończyło więc poszłam do mydlarni po kolejne i przy okazji porozmawiałam sobie z Panią obsługującą o innych mydłach. Owa Pani poleciła mi również Aleppo, nie zdecydowałam się na nie w mydlarni bo chciałam najpierw poczytać o nim, tak więc znowu przegrzebując internet postanowiłam je sobie sprawić!
Bardzo się ucieszyłam jak robiąc zakupy w TopDrogerii klik klik natknęłam się na to mydło i to na dodatek z czerwoną glinką! Bardzo chciałam wypróbować to mydło bo naczytałam się o nim wiele dobrego (mówię tu konkretnie o mydle z dodatkiem glinki).
Na dodatek mydełko było niemal 2x tańsze jak w mydlarni!!! A waga ta sama!
Aleppo 13,90 - Wardi Shan 34zł plus ewentualne koszty wysyłki.


W skład mydła Aleppo wchodzi w głównej mierze olej laurowy i oliwkowy, w zależności o typu cery dobieramy sobie odpowiednie stężenie oleju laurowego, może być od 5- do bodajże 50%, ale może również występować np z dodatkiem glinki, czarnuszki, błota.




Mydło jest dość grube więc można je sobie przekroić, ale kostka jest dość poręczna więc ja nie dzieliłam go.


Zapach dość specyficzny, Wardi Shan zdecydowanie miał przyjemniejszy i lepiej się pienił, ale do tego również można się przyzwyczaić.


A jakie korzyści?

Aleppo używam na przemian z czarnym mydłem, które też zakupiłam w TopDrogerii



Czarne mydło może zastąpić nam peeling enzymatyczny więc pozostawiamy go na 10 min na twarzy i później spłukujemy.


Mydło ma postać gęstej pasty:





Na początku sytuacja się powtórzyła i czułam ściągnięcie skóry po zmianie mydła, jednak trwało to zaledwie kilka dni. Obu mydeł (Aleppo i Czarne) używam od miesiąca i w tym momencie skóra wróciła do naturalnego ph, znowu nie odczuwam potrzeby aplikacji kremu czy przetarcia płynem. 
Oczywiście nie jest też tak, że odstawiłam krem w kąt, bo lubię używać kremy, delikatne, szybko się wchłaniające, ale czasami kiedy nie wychodzę z domu czy się nie maluję daję odpocząć skórze i nic w nią nie wklepuję.

Reasumując!

Muszę przyznać, że kondycja mojej skóry uległa bardzo dużej poprawie!
Wspominając zeszłoroczne wakacje i problemy skórne obecnie mam raj!
Sądzę, że Wardi Shan dał początek oczyszczaniu, które Aleppo i Czarne Mydło kontynuują.
 Zaskórników nowych chyba mi nie przybyło, co jakiś czas wyskakują wspomniane "wodniaki", ale jest ich zdecydowanie mniej, no i jak już mówiłam i mam nadzieję, że nie zapeszam! Wstrętnych i bolących "gul" dawno też nie miałam.
Skóra przetłuszcza mi się teraz głównie na brodzie i delikatnie w okolicach nosa, ale jedna bibułka absorbująca w ciągu dnia panuje nad sytuacją. Mogę sobie również pozwolić na cięższy podkład i nie robi już mi się "ciastolina" ;/
Pamiętajmy jednak, że każda skóra jest inna i działanie też może być różne. 
 Są to produkty oparte na w 100% na naturalnych składnikach tak więc jeżeli ktoś reaguje na skład tych mydeł należy być ostrożnym.

Wiem, że część z Was obawia się też zakupów przez internet, ale obie drogerie są przeze mnie sprawdzone i mogę je polecić. Jak wspomniałam Mydlarnia u Franciszka ma też sklepy stacjonarne więc możecie w pierwszej kolejności sprawdzić czy nie ma u Was w mieście.
Z TopDrogerii jestem bardzo zadowolona, przesyłka doszła bardzo szybko, produkty były dobrze zabezpieczone. Potrzebowałam też porady w wyborze produktu, gdzie otrzymałam fachową pomoc.
Jest też fajny system lojalnościowy z którego miałam okazję skorzystać.
Za każdą wydaną złotówkę zbieramy punkty, które później wymieniamy na produkty; za każde wydane 50zł wybieramy sobie darmową próbkę dowolnego produktu. Można zapisać się do newslettera, który upoważnia nas do 10% upustu, w moim przypadku pokrył on koszt dostawy, który swoją drogą też jest bardzo przystępny.
Jest też bardzo fajna opcja zakupu kart podarunkowych, które możemy sprawić komuś kiedy nie mamy pomysłu na prezent.

No!
To żem się rozpisała :D
Ufam, że choć część z Was dotrwała do końca ;)
Mam też nadzieję, że post komuś się przyda, kto boryka się z podobnym problemem, a nuż warto spróbować...

Pozdrawiam Was gorąco!

maya

środa, 23 lipca 2014

Lily Lolo Waikiki - bronzer do twarzy idealny na lato!





Dziś chciałabym Wam przedstawić kolejny produkt Lily Lolo, który zapewne nie trudno Wam zgadnąć skradł mi <3
No nic nie poradzę na to, że uwielbiam minerały i każdym nowym produktem wprost się zachwycam!




Produkt zamknięty w aż 8g!!! pudełeczku z wygodnym, zamykanym sitkiem, dzięki czemu decydujemy ile proszku chcemy wysypać na wieczko.
Dodatkowo przychodzi do nas zabezpieczony taśmą, chroniącą przed wysypaniem podczas podróży.




Odcień?
I tu znowu będę się rozpływać nad przepięknym, delikatnym odcieniem delikatnej opalenizny, nienachalnej więc osoby o jasnej karnacji również mogą go stosować. Efekt daje aksamitne, delikatnie opalizujące wykończenie bez drobinek, a jednak tak fajnie rozświetlające.



Możemy śmiało stosować go zarówno na twarz, do konturowania, jak również na całe ciało!
Intensywność oczywiście zależna jest od ilości nałożonych warstw, produkt jest bardzo mocno napigmentowany więc w celu wykonturowania twarzy na prawdę nie wiele nam potrzeba.
Ja aplikuję go skośnym pędzlem w celu podkreślenia kości policzkowych, na ciało dużym puchatym pędzlem.
 Po zanurzeniu pędzla w odsypanej ilości proszku, otrzepuję jego nadmiar, a następnie delikatnie muskam policzki i w miarę potrzeby dokładam.

W porównaniu do Bahama Mama (The Balm), Waikiki jest zdecydowanie cieplejszym odcieniem, idealnym na lato!
Jak wiecie lubuję się w Bahama Mama, jednak latem kiedy skóra muśnięta jest delikatną opalenizną muszę przyznać, że cieplejsze odcienie zdecydowanie ładniej współgrają z moją tonacją skóry, Bahama ma cudny chłodny odcień, który uwielbiam stosować kiedy jestem bladzioszkiem ;)


I efekt na twarzy:



O dobroczynnym działaniu produktów mineralnych nie będę już się powtarzać, jednak jeżeli macie wrażliwe cery i obawiacie się nowych testów, pamiętajcie że minerały stworzone są dla takich cer! Są to produkty bezzapachowe, wegańskie, pozbawione wszelkich szkodliwych składników jak parabeny, talk, sztuczne barwniki, konserwanty i inne szkodliwe substancje chemiczne.
Z mojej strony gorąco polecam!




buzia xxx

maya




wtorek, 22 lipca 2014

LILY LOLO! Recenzja cieni mineralnych!





Jak wiecie od jakiegoś czasu testuję kosmetyki Lily Lolo z czego ogromnie się cieszę, bo o mojej miłości do minerałów na pewno niejednokrotnie już słyszałyście <3
Oczywiście w pierwszej kolejności postanowiłam przetestować sypkie cienie o niesamowitym pigmencie!




Mam 3 odcienie mineralnych cieni sypkich oraz 2 prasowane, ale o nich będzie osobny post ;)




Muszę przyznać, że mimo wyboru przez internet, gdzie galerie niejednokrotnie jednak odbiegają od rzeczywistych kolorów, jestem ogromnie zadowolona z odcieni jakie wybrałam <3



I po kolei:

Pixie Sprarkle:



Dosłownie przecudny lazurowy, opalizujący odcień niebieskości!
Przepięknie mieni się w słońcu i sztucznym świetle.
Z pewnością niebawem przygotuję makijaż z tym cieniem w roli głównej :)

Sticky Toffee:


Kolejne cudo!
Świetnie sprawdza się w rozświetleniu kącika wew, lubię nim również musnąć załamanie powieki, ale muszę też przyznać, że świetnie sprawdził się jako rozświetlacz!!! 
Mój konkurencyjny produkt do Mary Lou ;)

Moonlight:


A to sprawca dzisiejszego zamieszania :D
Jak tylko go zobaczyłam od razu miałam wizję wieczorowego smoky eye, dlatego w pierwszej kolejności postanowiłam go wykorzystać w makijażu :)
Ma przepiękny opalizujący na złoto odcień ciemnej śliwki zmieszanej jakby z brązem?
Bardzo mi się podoba!

A oto efekt na oku:



Jak wiecie produkty mineralne niosą nam bardzo pozytywne korzyści dla skóry!
Są pozbawione szkodliwych składników, polecane są dla bardzo wrażliwych, alergicznych i problematycznych cer, dla osób po przebytych operacjach plastycznych.
Ja aplikuję je metodą wklepującą.
Płaski pędzelek do oczu zanurzam w proszku, następnie strzepuję nadmiar i przytykam do powieki w ilości, która mnie zadowoli.
Możemy je aplikować na sucho, jak również na mokro.
Intensywność produktów mineralnych stopniujemy zwiększając ilość dokładanych porcji.
Możemy stworzyć makijaż zarówno lekki dzienny, jak i mocniejszy wieczorowy, jak na załączonym obrazku ;)



Są bardzo trwałe i nie zbierają się w załamaniach, jednak jeżeli masz bardzo przetłuszczające się powieki zalecam dodatkowo użycie bazy pod cienie, mi wystarcza przypudrowanie powieki.
Opakowanie mieści w sobie 2g proszku, które starczy nam na pewno na bardzo długi okres, bo cienie są niesamowicie wydajne!



Użyte kosmetyki:



1. Cienie mineralne Lily Lolo - klik klik
2. Podkład mineralny Lily Lolo #Blondie - klik klik
3. Korektor Blush Away - klik klik
4. Puder matujący Lily Lolo - klik klik
5. Bronzer Lily Lolo #Waikiki - klik klik
6. Pomadka Rimmel by Kate #16
7. Korektor Flormar - recenzja niebawem
8. Tusz Flormar - recenzja tutaj
9. Eyeliner do brwi Vipera
10. Soczewki GeoOptica #252 - recenzja tutaj


Co myślicie o minerałach? Też sobie chwalicie i lubicie stosować?
Jak Wam się podoba mój mineralny makijaż? ;)

xoxoxo i do nast!

maya





















piątek, 18 lipca 2014

Spotkanie blogerskie Olsztyn 2014!!!





Jakże miło było mi uczestniczyć w kolejnym blogerskim spotkaniu tym razem miejscowym!

Olsztyn Wita Blogerki Urodowe ;)

Dziewczynom organizatorkom z miejsca pragnę podziękować za zaproszenie!
Niezmiernie się cieszę, że mogłam Was poznać <3









oraz



Obie dziewczyny profesjonalnie zajmują się makijażem, Pati od niedawna mieszka w Olsztynie więc życzę Ci kochana samych sukcesów w Naszym mieście :*














Dziewczyny spisałyście się na medal!
Nie dość, że obie piękne i utalentowane to na dodatek przesympatyczne <3

Tym razem miałam "chwilę", aby się przygotować bo spotkanie rozpoczęło się o 16-tej więc zdążyłam pyknąć kilka fotek ;)


Założyłam:
- letni kombinezon New Yorker
- buty Stradivarius
- torba, pasek Reserved
- lakier na paznokciach u stóp Lovely

I w sumie to tyle co mam na sobie :D
Makijaż był prosty, tradycyjnie kreska, delikatny cień na powiece, kolorowa linia wodna i rzęsy.
Tego dnia niestety pogoda nam nie dopisała bo mimo, że było bardzo ciepło to lało jak z cebra więc włos pozostał w naturalnej fali :)

Spotkanie odbyło się 12.07.2014 w Starym Zaułku na Starówce w Olsztynie.
Wzięło w nim udział 12 blogerek urodowych plus fotograf Adrian http://adrian-norejko.pl/ , któremu bardzo dziękujemy za uwiecznienie naszej imprezki ;)


Znalazły się wśród nas zarówno dziewczyny zajmujące się makijażem, jak również włosomaniaczki, dziewczyny prowadzące paznokciowe blogi, typowo kosmetyczne a nawet super mama ;)

I po kolei:






Monika - od lewej :) Prowadzi świetnego bloga o polskich kosmetykach! Niesamowita dziewczyna z pasją i wielkim zaangażowaniem oddaje się pracy <3
Ci którzy jeszcze nie poznali odwołuję ->> ŻURNALISTKA 

Asia - cudowna włosomaniaczka, jak się okazało moja sąsiadka :D Mieszkamy na przeciwko siebie haha, jaki ten świat mały :D













Aga - prowadzi blog urodowo-kosmetyczny podobny do mojego ;) Trochę makijażu, trochę recenzji, czyli to co kobitki lubią najbardziej <3




















Przesympatyczna, wiecznie uśmiechnięta Agatka :)

U niej znajdziemy wszystko!
Od makijażu, po paznokcie, kosmetyki i inne recenzje:



















Malwinka - Malinka :)

U Malwinki znajdziemy nowinki kosmetyczne, "włosowe", a nawet dopatrzyłam się makijażowych ;)




















To dopiero blogowa piękność!
Alicja -  dziewczyna z pasją o niesamowitej egzotycznej urodzie!

U Aluśki znajdziemy notki makijażowe, paznokciowe oraz recenzje kosmetyków:









Natalia i Wiola - obie dziewczyny prowadzą typowo babskie blogi, w których poczytamy sobie o paznokciach, kosmetykach, ciuszkach a nawet jedzonku :)
Blog Natalii ->> Darmoszki
Blog Violi ->> Testowanko









ostatnia blogerka to mamusia ;) 






Roksana prowadzi bardzo ciekawy blog skierowany do młodych mam. Sama jest mamą dwójki wspaniałych szkrabów, które grzecznie towarzyszyły nam na spotkaniu ;)

















No i jestę fotografę - włos oklapł po deszczu :D















Jak zapewne wiecie blogerskie spotkania są bardzo przyjemne, obfitują w pogaduszki kosmetyczno-urodowe, popijamy sobie kawkę, podjadamy i wzajemnie się poznajemy :)


Ale tym razem miałyśmy zadanie do wykonania!
Bowiem jeden ze sponsorów poprosił nas o wykonanie makijażu na spotkaniu, tak więc Ola dzielnie zabrała się do pracy, a my jej z zapałem kibicowałyśmy :D
Naszą inspiracją miały być kolorowe żele pod prysznic:



I make-up in progress :D
Oczywiście Alicja robiła nam za modelkę ;)


Wszystkie słuchałyśmy wskazówek Oli jakich udzielała nam w trakcie malowania:



Wraz z efektem końcowym aparat poszedł w ruch:


Śliczny egzotyczny makijaż, adekwatny do urody Alicji ;)


Moją wersję już widziałyście TUTAJ



Na spotkaniu nie obyło się również bez prezentów :D





I wielki przegląd :D




Dziękujemy sponsorom!



original source , sensique , shiseido , eveline , glazel visage , wosk na włos ,
urodomania Drogeria Testa, Kobo ProfessionalPalmers Butter Formula

Ale chyba najbardziej zadowolona jestem z uroczego długopisu z grawerem w kształcie pomadki!!! <3
Teraz pozostało tylko rozdawać autografy hahaha



To tyle z mojej strony Kochani ;)
Mam nadzieję, że miło Wam się czytało i oglądało, bo ja pisząc tę relację byłam pełna ciepłych wspomnień i mam nadzieję, że będę uczestniczyć w jeszcze nie jednym takim spotkaniu w gronie tak wspaniałych dziewczyn!
Dziewczyny bardzo mi miło, że mogłam Was poznać i do zobaczenia niebawem!

Ja tymczasem żyję kolejnym spotkaniem, które już w sierpniu czeka mnie w Warszawie <3


Buziaki i do następnego!

maya