Obserwatorzy

piątek, 28 lutego 2014

Wiosenny, miętowy makijaż - Born Pretty Store*


Ostatnio zmalowałam kolejny wiosenny makijaż, część z Was widziała już go wczoraj u mnie na fp :)




Ponieważ jest to taka lekka wersja makijażu graficznego, a kilka już takich makijaży zmalowałam i nigdy nie przygotowałam do nich kroków, pomyślałam że tym razem to nadrobię.

Tym razem sięgnęłam po swoją paletkę od http://www.bornprettystore.com/ , którą możecie obejrzeć dokładniej tutaj.




No to zaczynamy!

Step by step:

1. Ponieważ cienie mają dobry pigment, ale niestety jakąś bardzo kiepską przyczepność do powieki niezbędna jest baza pod cienie, która wzmocni pigment jak i spowoduje, że cienie będą do niej lepiej przywierały. Ja użyłam primerów ze Sleeka w odcieniu neutralnym - recenzja tutaj.




2. Następnie czarnym cieniem na mokro bądź linerem rysujemy taką falę w załamaniu.



3. Rozcieramy delikatnie ją czarnym cieniem.



4. Dodatkowo w zew kąciku dodajemy odrobiny fioletu rozcierając delikatnie czerń.



5. W kolejnym kroku wypełniamy powiekę ruchomą miętowym cieniem.



6. Rysujemy kreskę równolegle do narysowanej wcześniej fali.



7.  Przechodzimy do dolnej powieki. Linię wodną pokrywamy czarnym linerem, a wzdłuż dolnej linii rzęs rozcieramy czerń od zewnątrz, a od kącika wew. użyty wcześniej fiolet.



8. Doklejamy rzęsy/ tuszujemy swoje.


 i gotowe!



Efekt na twarzy:



Jak Wam się podoba taki makijaż?

Pamiętajcie, że jeżeli jesteście zainteresowane zakupami w http://www.bornprettystore.com/ , gdzie wysyłka jest darmowa! Macie ode mnie kod rabatowy, który należy wpisać w podsumowaniu płatności:




xoxoxo

maya

poniedziałek, 24 lutego 2014

Too Faced - Liquif Eye recenzja i makijaż.


Ostatnio kupiłam sobie małą, bardzo poręczną paletkę marki Too Faced. Od dawna chciałam wypróbować cienie tej firmy i tak jakiś czas temu przeglądając You Tube wpadłam na recenzję poniższej paletki.



Strasznie się ucieszyłam bo znalazłam również aukcję na allegro i koszt wysyłki był zdecydowanie mniejszy, niż miałabym ją kupować na ebay'u.
Za paletkę zapłaciłam ok 60 zł z dostawą, gdzie na ebay'u kosztowałaby mnie tyle samo, z tymże wysyłka do Polski niestety wynosiła drugie tyle :/
Nie jest to może niska kwota bo paletka jest miniaturowych rozmiarów :D 




No! ale stwierdziłam, że tyle jeszcze mogę poświęcić żeby móc ją wymacać i choć trochę potestować :)

Absolutnie nie żałuję zakupu bo pigmentacja cieni jest niesamowita! Dodatkowo do palety dołączony jest liquyid eye liner, coś w stylu naszego inglotowskiego duraline, preparatu za pomocą którego możemy tworzyć własne eyelinery i wzmacniać intensywność cienia.



W skład palety wchodzi 12 bardzo dobrze napigmentowanych cieni w kolorystyce wiosennej, które bezproblemowo się aplikuje i rozciera. Są to maty, ale z drobinką rozświetlającą, czystym matem jest odcień grafitu Exclusive.



I tak powstał mój pierwszy makijaż z jej wykorzystaniem:







I oczko:


I jak Wam się podoba? Macie może też coś z tej marki? Ja się czaję na jeszcze jedną, ale cena mnie przeraża póki co ;)

Jeżeli macie ochotę to byłabym wdzięczna za serducha TUTAJ
Dziękuję <3

ach! przypominam również o konkursie, które kończy się za kilka dni KLI KLIK

Buziaki!

maya

środa, 19 lutego 2014

Peggy Sage - recenzja produktów.


Kolejne produkty, które mam okazję testować pochodzą od Peggy Sage - francuskiej marki kosmetycznej.

"Peggy Sage jest obecnie jedną z najbardziej renomowanych firm specjalizujących się w tworzeniu profesjonalnych kosmetyków do manicure, pedicure oraz kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych. Jej marka, będąca synonimem nowoczesności i wysokiej jakości znana jest dziś w ponad 30 krajach na pięciu kontynentach." - źródło Peggy Sage Polska.

Niestety poszaleć specjalnie nie mogłam, bo w swoim posiadaniu mam jeden cień i kredkę, a ponieważ chciałam aby makijaż był typowo markowy, zdecydowałam się na prosty makijaż dzienny :)



Użyłam tylko jednego cienia, ale muszę Wam przyznać że lubuję się w makijażach jednym cieniem, zarówno przy lekkich dzienniakach jak i wieczorowych typu smoky eye :)

W zasadzie w powyższym makijażu zdecydowanie uwagę przyciąga srebrna kreska wykonana:




Ta kredka to moje odkrycie roku!
Niesamowicie miękka, idealnie nadaje się jako baza pod cień, a jednocześnie zastyga jak eyeliner i można jednym ruchem nakreślić kreskę na powiece!
Jest bardzo srebrzysta i na pewno w niejednym makijażu jeszcze jej użyję <3

Bazowym cieniem dla kreski jest:



Mój odcień to sweet berry
Lekki odcień fioletu wpadający kolorystycznie bardziej w zgaszoną śliwkę, aniżeli jagody :)




W świetle dziennym mieni się srebrzystymi drobinkami:



Cień z łatwością się aplikuje, ładnie się rozciera, mógłby mieć mocniejszy pigment, ale przy odpowiedniej bazie wzmacniającej nie stanowi to problemu.
Moim zdaniem świetnie sprawdza się w makijażach dziennych, choć przy odrobinie czerni można byłoby wyczarować wieczorowy :)



I jak Wam się widzę w takim dzienniaczku? 
Dawno nie widziałyście mnie w wersji light :D

Jeżeli jesteście zainteresowane marką Peggy Sage odwołuję Was na ich stronę tutaj oraz fp klik klik

Ciekawostka*
Miałam okazję poznać Panie prowadzące salon Peggy Sage w Warszawie i zapewniam, że są przeurocze i odpowiedzą Wam na wszelkie pytania i udzielą porad :)

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego xxx


maya

wtorek, 18 lutego 2014

STOPY! Magic Foot Peel - 7 dniowa kuracja.


Dziś przychodzę do Was z dość nietypowym postem ;)

Porozmawiamy o stopach...



Miałam okazję testować produkt Magic Foot Peel - 7 dniową kurację złuszczająco-regenerującą na stopy, zupełnie bezpieczną i nieinwazyjną.

Kuracja ma na celu wygładzenie skóry, wspomaga jej odnowę i  dzięki zawartości aktywnych kompleksów na bazie kwasów owocowych złuszcza zrogowaciały naskórek.



Kilka słów od producenta:


Nigdy nie miałam specjalnych problemów ze stopami, wiadomo w miejscach najbardziej strategicznych, narażonych na zrogowacenie (paluchy, pięta) było je widać, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmowałam. Starałam się zmiękczać owe miejsca kremami do tego przeznaczonymi.


Dlatego bardzo ciekawił mnie ten produkt i chciałam jak najszybciej go wypróbować!

Tak więc po kolei:

Zestaw składa się z pary  " plastikowych skarpet" ;)
Są to woreczki robione na kształt stopy dość twardej foliowej struktury.


Należy odciąć zaznaczony fragment, a następnie "zanurzyć" stopy w woreczku, który nasączony jest środkiem złuszczającym.


Do zestawu dołączony jest zestaw nalepek, którymi należy dopasować woreczki do stopy, aby "skarpetki" dobrze się trzymały.


Ja zlepiłam nadmiar tej folii na grzbiecie stopy.


I gotowe ;)


Teraz pozostało nam założyć skarpetki, aby utrzymać odpowiednią ciepłotę ciała i powiedzmy "komfort"  noszenia, bo raczej komfortowe to to nie jest ;)


Jakie to uczucie?
Hmmm mogłabym porównać to do trzymania stóp w foliowych woreczkach wypełnionych schłodzonym kisielem ;) A przy chodzenia wyczuwa się odgłos pluskania :D
Tak przygotowane stopy trzymamy przez 2 h, a następnie wyjmujemy z woreczków i nadmiar płynu spłukujemy ciepłą wodą.   
Przez kolejne dni w zasadzie ze stopami nic się nie dzieje poza delikatnym przesuszeniem stóp. Nie należy ich również dodatkowo złuszczać w tym czasie tarką czy pumeksem.
Obawiałam się że na moich stopach produkt nie chce działać, że może za mało mam tej zrogowaciałej skóry, bo w opisie jest podane że pierwsze zmiany zachodzą po 3 dniach.
U mnie niestety nic takiego nie wystąpiło, dopiero po 6 dniach zauważyłam coś "okropnego"!!! :D

Kiedy wieczorem zbierałam się do kąpieli zdejmując skarpetki zauważyłam, że coś się z nich sypie!
I tak oczom nie wierząc zobaczyłam schodzącą skórę. 
Niestety wstyd się przyznawać, ale ja uwielbiam te sprawy :D Wyciskanie pryszczy czy zdrapywanie strupów to moje hobby :D
Więc gdy zobaczyłam te skórę nie mogłam się powstrzymać i zdarłam większość skóry z prawej stopy:


Później się ogarnęłam i drugą zostawiłam żeby mieć co focić do posta ;)
Tak więc wzięłam kąpiel, a skóra jeszcze ładniej odstała:


Można zauważyć, że pod tą schodzącą skórą widać nową, różowiutką :)
Podejrzewam, że nie powinno się tak mechanicznie zdzierać tej schodzącej warstwy, żeby wszystko mogło samo odejść, no ale u mnie chęć to siła wyższa więc ja ją zdarłam :P
i tak otrzymałam NOWE stopy <3


Skóra odzyskała blask, a zrogowacenia zeszły, podejrzewam że gdybym sama nie zdarła łuszczącej się skóry efekt byłby jeszcze lepszy, bo produkt po prostu jest niesamowity!!!
Piękna, gładka skórka w 7 dni! 
Jest to świetna kuracja przed nadchodzącą wiosną, kiedy wskoczymy w lżejsze obuwie.
Jestem już ponad tydzień od kuracji i efekt wciąż się utrzymuje, mam nadzieję że przy odpowiedniej pielęgnacji utrzyma się jak najdłużej <3
Bardzo sceptycznie podeszłam do tego produktu choć przyznam, że bardzo mnie ciekawił, ale nie sądziłam że otrzymam takie efekty!


Dziewczyny efekty mówią same za siebie, jeżeli borykacie się z problemem stóp w postaci nadmiernego zrogowacenia, stwardniałych odcisków, nagniotków SPRÓBUJCIE! 
Produkt dostępny jest na stronie http://www.sexownestopy.pl/  w cenie ok 100 zł.  fb: https://www.facebook.com/pages/Magic-Foot-Peel/154052508090629

A może któraś z Was też testowała podobne produkty?

Pozdrawiam xxx

maya

Makijaż ekstrawagancki - Make-up Geek eyeshadows*


Kolejna zabawa kolorem, tym razem złoto ;)
Wczoraj część z Was na pewno już widziała ten makijaż na moim fp, zapowiedziałam że przygotuję o nim notkę, niestety wczoraj nie udało mi się jej napisać, dlatego dziś się zebrałam :)




"Moje" kontrowersyjne kolaże, którymi jeszcze się nie znudziłam więc zmuszeni jesteście nadal je oglądać :P
Jednym bardzo się podobają, innym niekoniecznie... 
No tak już jest Kochani, że wszystkim się nie dogodzi :)




Ale do rzeczy!

Makijaż na prawdę nieskomplikowany w przygotowaniu!

Oczywiście tradycyjnie zaczynamy, od przygotowania oczu. U mnie zawsze najpierw idzie podkład, puder, baza pod cienie i brwi.
Później zaczynamy zabawę kolorem :)

1. Powiekę ruchomą pokrywamy czarnym cieniem zostawiając prześwit na samym środku.

2. Następnie ten prześwit wypełniamy złotym pigmentem (oczywiście kolorystyka jest dowolna), ja użyłam pięknego pigmentu w odcieniu starego złota z Make-up Geek 




3. Zew granice czerni rozcieramy niebieskim cieniem, kierując się ku załamaniu. Użyłam Neptune od Make-up Geek

4. Teraz kolej na kreski! Tu poszedł w ruch mój nowy nabytek od MUA w kolorze turkusowym, niestety jest dość trudny w malowaniu, bo dość rzadki i trochę trzeba się napracować żeby kreska była idealnie nim pokryta. Możecie go dostać u Cocolity za całe 5,90 :D 
Poniżej niebieskiej kreski rysujemy cieniutką czarną i wyciągamy wzdłuż tej pierwszej.




5. Przechodzimy do dolnej powieki. Wzdłuż linii rzęs rozcieramy czarny cień i na śrdek dodajemy odrobinę złotego pigmentu.

6. Linię wodną pokrywamy czarnym eyelinerem moim ulubionym Immortal od MUG , który jest niezdzieralny!





7. I ostatni krok to rzęsy, tuszujemy górne, doklejamy paski opcjonalnie, a dolne z akcentem również na niebiesko :) 
Świetnie się sprawdził tusz od MUA (dostępny również u Cocolity tutaj)
Niestety tusze są dziwnej konsystencji, jakby z włóknami i szczotka, która do nich jest dołączona, zupełnie sobie nie radzi z nabieraniem :/ We wszystkich 3 szt, które kupiłam powymieniałam szczotki je na inne, mniej włochate.


I gotowe!




I jak Wam się podoba?

Tradycyjnie żebrze Wam o serducha w mojej galerii :P

I zapraszam na mojego Instagrama TUTAJ ;)

To tyle z mojej strony, piszcie czy podobają Wam się takie ekstrawaganckie propozycje makijażowe? ;)

xoxoxo

maya

piątek, 14 lutego 2014

Iwostin - recenzja podkładu i wzmacniającego kremu na naczynka.


Dane mi jest testować podkład i krem do twarzy marki Iwostin, za co bardzo dziękuję bo przyznam, że markę znam od dłuższego czasu i kosmetyki pielęgnacyjne bardzo mi służą :)
Dziś przedstawię Wam swoje odczucia odnośnie podkładu matującego z serii Correctin Purritin oraz wzmacniającego kremu do twarzy na naczynka Capillin.



Zaczynając od podkładu:

Correctin Purritin - fluid matujący, trwale kryjący SPF30.




Jest to podkład, który śmiało poleciłabym osobom, które lubią naturalne wykończenie makijażu o średnim stopniu krycia.
Konsystencja podkładu jest dość zbita, ale przy rozsmarowaniu robi się lżejsza. Ja go nakładam palcami bo pędzlem dziwnie mi się waży na skórze, palcami go wklepie, w razie potrzeby dokładam.




Dla mnie niestety jest za mało kryjący i nie jest w stanie pokryć moich wszystkich przebarwień na twarzy :/
Muszę wspomóc się na koniec minerałami -podkładem lub korektorem, aby osiągnąć zadowalający efekt.
Poniżej z lewej strony "soute" :D Po prawej z samym podkładem.




Matowienie podkładu przy mojej mieszanej cerze sprawdza się bardzo dobrze, po utrwaleniu go pudrem fixującym makijaż utrzymuje się spokojnie kilka godz bez poprawek.
Zdecydowanym plusem w moim przypadku jest odcień, który idealnie stapia się z moją cerą. Ja mam "jasny", dostępny jest również naturalny i ciepły beż.
Minusem niestety dla mojego wyczulonego nosa jest zapach :/ Dla niektórych może być mało wyczuwalny, dla mnie niestety jest i niezbyt mi się podoba, nie wiem do czego porównać ten zapach, ale nie jest on przyjazny dla moich "kubków nosowych" :P

Reasumując:

Podkład nada się dziewczynom o ładnej, nie wymagającej zbytniego krycia cerze, wyrówna koloryt skóry i przykryje niewielkie niedoskonałości.
Producent zaleca go również osobom o cerze trądzikowej, w przypadku krycia nie sądzę żeby sobie poradził z większymi zmianami skórnymi, ale z matowieniem przynajmniej u mnie sobie radzi. Nie wysuszył cery i nie zapchał porów. Nie ciążył na cerze w ciągu dnia, w zasadzie w ogóle go nie wyczuwam. 
Podkład testowany jest pod kontrolą dermatologiczną więc podrażnień nie powinien wywołać, dodatkowo posiada filtr ochronny SPF30.
Dostępny jest w aptekach w przystępnej cenie ok 30zł za 30ml.



Capillin - wzmacniający krem na naczynka:








Od dłuższego czasu używam marki Iwostin do pielęgnacji twarzy. W zeszłym roku po wakacjach kupiłam sobie krem intensywnie nawilżający, który bardzo mi pomógł w wyrównaniu nawilżenia skóry po tym jak bardzo ją przesuszyłam kuracją Brevoxylem. Krem nie tylko intensywnie nawilża, ale również regeneruje i łagodzi podrażnienia. Teraz wiem, że zmienił szatę graficzną i jest dostępny w tubie.











Kiedy moja cera doszła do ładu i znów zaczęła się przetłuszczać postanowiłam zakupić linię do cery tłustej i mieszanej Purritin.
I tu znowu produkty świetnie się sprawdziły, zarówno żel do mycia twarzy jak i krem matujący, przywracający naturalne nawilżenie skóry.






Kiedy krem już mi się kończył z nieba spadł mi kolejny <3
Tym razem z linii Capillin.
 W pierwszej chwili pomyślałam, że taki do cery naczynkowej niekoniecznie u mnie się sprawdzi, bo nigdy takiego nie używałam; ponadto obawiałam się że może mnie zapchać.
Jak się okazało po dłuższym już zastosowaniu, krem ani nie zapchał, a na dodatek świetnie się sprawdził tą porą zimową. Mimo, że nie mam cery naczynkowej, to zimą nasza skóra narażona jest na zaczerwienienia i dodatkowe wysuszenie wywołane mrozem czy ogrzewaniem. 
I tu krem świetnie sobie radzi z tymi niedogodnościami, przynajmniej na mojej cerze.




Krem ma dość lekką konsystencję koloru zielonego. Tym samym neutralizuje wszelkie zaczerwienienia.
Świetnie się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu i nadaje się również pod makijaż. Używam go rano i wieczorem.
Dodatkowym plusem jest filtr przeciwsłoneczny SPF20 oraz to na co od dłuższego czasu zwracam uwagę! Brak parabenów!!!
Jestem z niego ogromnie zadowolona i na pewno powtórzę jeszcze zakup!




A tu cała moja kolekcja marki Iwostin, jeżeli chcecie poczytać o właściwościach  i całym asortymencie marki odwołuję Was do http://www.iwostin.pl/




A Wy używacie coś z tej marki?
Znacie, polecacie?

xxx

                                                                                                                             maya