Obserwatorzy

niedziela, 5 maja 2013

Besty kwietnia!

Witajcie ponownie!

To już moj ostatni zaległy post :)
Ulubieńcy kwietnia!
Nie wiele ich jest w stosunku do wcześniejszych recenzji :) 
No tak jakoś wyszło w tym miesiącu, że spośród wszystkich zakupionych produktów tylko te zwróciły moją szczególną uwagę.

Zaledwie 2 pozycje z pielęgnacji:


1. Jako pierwsze pod ostrzał idą moje ukochane żele pod prysznic Balea KLIK :)
Już kiedyś Wam je chwaliłam, ale w zeszłym miesiącu dokupiłam sobie znowu wersje limitowane, które jak dla mnie są bossskie <3
A są to:
- Hawajski ananas
- Guava
- Brazylijskie mango
- Fiji
- Limentka & Aloe Vera

Cóż mogę powiedzieć? Dla fanek tak egzotycznych zapachów na pewno się spodobają! Ja takie uwielbiam <3 
Konsystencja kremowa, fajnie nawilżająca, dobrze się pienią i pozostawiają przyjemny zapach po kąpieli, na dodatek mają kolorową formułę :D
Dla mnie ulubione od dawna!


2. Kolejnym kosmetykiem jest płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy Pharmaceris KLIK .
Skutecznie i delikatnie usuwa makijaż i zanieczyszczenia nie podrażniając skóry, zmniejsza jej nadwrażliwość. Dodatkowo głęboko nawilża oraz tworzą doskonały system ochronny przed szkodliwym działaniem czynników zew. jak zapewnia producent. 
Zalecany szczególnie do wrażliwej cery.
U mnie sprawdził się bardzo dobrze, świetnie radzi sobie z makijażem, dodatkowo mam wrażenie że skóra jest stonizowana po zastosowaniu    bo pozostawia bardzo przyjemne poczucie odświeżenia.


I tyle byłoby z pielęgnacji :) Czas na makijaż!

Jakiś czas temu będąc na zakupach w Alfie zatrzymałam się na dłużej przy pewnym stoisku. Zwykle je omijałam bo wolę bardziej buszować po półkach w sklepie aniżeli po stoisku, gdzie wszystko jest ograniczone.
Ale tym razem pomyślałam sobie, że tyle razy przechodzę obok i zawsze się zastanawiam co tam ciekawego mają, że w końcu zerknę i zaspokoję swoją ciekawość :)
I tak odeszłam od tego stoiska z 2 produktami :)


1. Podkład Flormar Perfect Coverage -  ja wybrałam odcień 101.
Podkład jest kryjący, dzięki płynnej i kremowej konsystencji zapewnia nieskazitelny i bardzo trwały makijaż przez wiele godzin. Producent zapewnia o 12h trwałości - niestety nigdy nie jestem w stanie nosić podkładu tak długo na twarzy więc Wam nie powiem czy to prawda :)
Ekspedientka bardzo mi go zachwalała i porównała do Revlona więc postanowiłam spróbować.
I faktycznie bardzo miło się zaskoczyłam po pierwszym użyciu!
Świetnie kryje i na długo pozostawia skórę matową, mimo że jest to jednak formuła kryjąca.
Flormar to włoska, profesjonalna marka, która od niedawna jest 
w Polsce dlatego tak cicho o nich jest jeszcze, ale w większych centrach handlowych można je znaleźć.
Ja nawet wyczaiłam je na allegro: KLIK


2. I drugim zakupionym produktem był tusz do rzęs Flormar 3w1 - pogrubiająco-wydłużająco- podkręcający :)
Bardzo fajny, myślę że pozostanę przy nim na dłużej. 
To co mnie zaskoczyło to to, że efekt jest natychmiastowy. 
Zwykle tusze na początku średnio dają konkretny efekt, dopiero po jakimś czasie jak zwietrzeją są lepsze, ten okazał się dobry od pierwszego użycia. 
Dodatkowo ma bardzo fajną, długą szczotkę, co zawsze drażniło mnie w beczkach Maybelline, gdzie szczoteczki miały krótki trzonek do trzymania.
Tusz bardzo dobrze wydłuża rzęsy i ich nie skleja, nie osypuje się i nie robi xero na górnej powiece :)

3. Kolejnym kosmtykiem wartym uwagi jest bronzer W7 Honolulu: KLIK

Mam już w zapasie również rmozaikę Africa z W7 z którego również jestem ogromnie zadowolona, ale mimo, że posiada ona zarówno widoczne brązy jaki i różowe pigmenty, to jednak efekt jest głownie różany, dlatego zimą był w sam raz. Teraz zachciało mi się czegoś cieplejszego i zdecydowałam się na Honolulu.
Śmieszne bo czytając opinie tego produktu okazuje się, że jest on porównywalny z bronzerem HOOLA Benefit, który cenowo znacznie przekracza Honolulu, ale w praktyce podobno faktycznie nie wiele odbiega. Ja jestem zadowolona z zakupu. Bronzer daje matowe wykończenie, można stopniować jego intensywność w konturowaniu, nie pozostawia smug i łatwo się rozprowadza. Dla mnie najwygodniejszy w nakładaniu jest skośnie ścięty pędzel Hakuro. Dodatkowo jako typowa "sroka" uwielbiam te opakowania!

4. Ostatnim ulubieńcem kwietnia, ale chyba najwspanialszym :) jest moja paletka NAKED2od Urban Decay :)

Nie będę się tu o niej rozpisywać i powtarzać bo w kwietniu robiłam jej recenzję, dlatego tych którzy nie czytali odwołuję TUTAJ :)
Wg mnie piękna, może zbyt droga, ale warta uwagi :)



To tyle Kochane z moich bestów kwietniowych :)
Mam nadzieję, że nie przysnęłyście!
Może któraś z Was też użytkuje któreś z powyższych? Zapraszam do komentowania :)


Pozdrawiam Was serdecznie!

                                                                                                               maya